5 stycznia 2012

Sypialnia kontra Salon...


 To było wczoraj...? Nie, przedwczoraj....Wieczór, gorąca herbata ze specjałem od Agatki i świeżo wkrojonym imbirem... W rogu ogromna choinka, która ciągle wkłuwa we mnie szpilki choć jest sztuczna. Z przeciwnej strony pokój, który czeka na remont. Teraz mogę powiedzieć... czekał. Bo przecież ja nie mogę siedzieć bezczynnie. Zaczęła się burza mózgu ale nie trwała długo.... Pomysł i koncepcja szybko nabrała fizycznego kształtu.... No cóż, wiaderko, gips, trochę wody, szpachelka....tak oto w bardzo szybkim tempie powstała ściana. Potem biała farba, której u mnie dostatek, trochę róż i literek, które zostawiła na przechowanie Agatka. Przepraszam, że znikają z zielonego skoroszytu.... Dzisiaj znowu mam kilka pomysłów i między "Literkowymi Słowami" powstaje nowe cacko czyli komódka... Jestem upaprana białą farbą z cebulką na głowie, białą bokserką i bosymi stopami... na podłodze kilka pędzli, już wyszarpane róże obok mała czarna ależ ona pachnie i jeszcze ulubiona piosenka w  tle...:) Ale wracając do meritum... czyli salonu, który  wygrał z sypialnią. Jest jak zwykle biały. Biała ściana zrobiona w decoupage , motyw róż obowiązkowy, poniżej białe szafeczki z odzysku, które przez pół swojego istnienia zmieniały właściciela. Teraz są moje i nie oddam ich nikomu.... Na nich zegar kupiony w Pszczynie, kryształowy świecznik, małe puzderko... poniżej kufer z albumem i starymi zdjęciami. Trochę książek, zielone świece i dywan, który współgra z kolorem świec, czyli jak się domyślamy jest... zielony. Jest jeszcze parawan, który oddziela azyl spokoju od szaleństwa.... To taki drobiazg, który powstał prawie w pięć minut.... 
Agaci, dziękuję za róże... bo nikt inny nie wyciąga ich tak jak Ty. Kocham Moją "Wariatkę "

1 komentarz: